piątek, 2 października 2009

Yellowstone NP, Dzień 2 - latające bizony

Drugiego dnia w Yellowstone mieliśmy okazję bliżej zapoznać się z dzikimi zwierzętami i ich dziką naturą... Ale po kolei.

Rano pobudka o 7.00, rozpusta - w końcu są wakacje , szybkie śniadanie w holu Madison motel i heja w stronę górnej części północnego oczka 'ósemki'. Wspominałam już, że z powodu zamknięcia drogi nadrabialiśmy codziennie sporo mil? Największą zaplanowaną docelową atrakcją na północy parku miały być Mammoth Hot Springs, ale dotarliśmy tam późno, gdyż tego dnia zaliczaliśmy po drodze każdy gejzer, drzewo, wodospad, ciepłe źródło :) W. tak lubi :) ostatecznie byliśmy z tego zadowoleni, bo mieliśmy wrażenie, że poznaliśmy Yellowstone co do kamienia.

Zaczęliśmy od Norris area, to wyblakła, nietknięta przez cywilizację niecka ze szczelinami i fumarolami. Znajduje się tam najwyższy gejzer na świecie (Steamboat), który wyrzuca wodę na wysokość 90m. Ostatni eksplozja była w roku 2000, więc postanowiliśmy nie czekać i poszliśmy dalej. Widzieliśmy tam również przepiękne szmaragdowe sadzawki (moje ulubione odcienie turkusu) i baaardzo przystojnego rangera, który sprawił, że autentycznie zainteresowałam się tym zawodem. B. stwierdziła zaś, że 'mam smaka na dzikusa'.
Generalnie Norris Area, jej urok, można scharakteryzować słowami S. 'ten gejzer mi się jeszcze podobał'. Pasjonat wilków bowiem nie darzył podobną miłością gorących źródeł.

Po drodze spotkała nas niespodzianka, dużo samochodów i ludzi wokół z lornetkami. Wiedzieliśmy jedno, że 'sth is DEFINITELY down there' :)!!! i było - MIŚ. Wyskoczyliśmy z auta i pobiegliśmy wzdłuż drogi z aparatami, niedźwiedź czarny przepłynął rzekę i wszedł w pobliskie drzewa, potem przeszedł kawałkiem łąki i skierował się w stronę drogi (tzn. naszą stronę). Robiliśmy zdjęcia z sobą i z misiem w tle, co było dość niepoważne i nieodpowiedzialne. Wkrótce przyjechał ranger z gazem pieprzowym, nakrzyczał na ludzi, którzy powychodzili z aut i miś bezpiecznie przeszedł przez drogę. Był olbrzymi, czarny, majestatyczny i z pewnością groźny, tylko, że wtedy jeszcze tego nie 'czuliśmy'.

Mammoth Hot Springs na północnym krańcu Loop Road początkowo nas nie zachwyciły. Mamuty przypominały bowiem inne gorące źródła, a raczej kaskady gorącej wody. Tylko, że tutaj woda spływała po tarasach spowitych parą. Budulcem skał jest rodzaj wapienia, a odcienie skał (zielone, pomarańczowe, żółte) to praca glonów. Gdy znużeni B. i S. wrócili do auta, my z W. odkryliśmy na samym końcu szlaku widoki, które są chyba najlepszymi, i najbardziej niesamowitymi zdjęciami z podróży...!

Z mamutów ruszyliśmy tradycyjnie w stronę... Lamar Valley, by spotkać się wreszcie z naszym wilkiem. Aby zwiększyć szansę wybraliśmy jednokierunkową, piękną Black Tail Plateau, stromo wspinaliśmy się autem w górę, a potem zjeżdżaliśmy w dół w ciszy obserwując wszystko wokół. Ale wilka nie było... Dojeżdżając do Lamar Valley skręciliśmy na szlak Slough Creek Valley. Wypad jednak był nieudany, nie dość, że nie znaleźliśmy początku szlaku, to komary cięły jak szalone. Byliśmy już bardzo zmęczeni, bez obiadu, bzyki doprowadzały nas do szału. Ale wilk w Lamar Valley czekał, więc ruszyliśmy jeszcze dalej na północ.

Po drodze trafiliśmy na korek, gdyż kilkadziesiąt bizonów zgromadziło się na kolację wokół i na drodze. Byliśmy zafascynowani mogąc z tak bliska oglądać bizony, otworzyliśmy okna, wystawialiśmy kamery. Bizony ryczały, żuły trawę, biegały, małe, dorosłe; nadal nie czuliśmy, że są to dzikie, nieobliczalne zwierzęta, tj. jest napisane na wszystkich tablicach informacyjnych. W pewnym momencie dwa ogromne samce zaczęły walczyć o samicę w odległości kilku metrów od samochodu. Jeden popchnął drugiego w taki sposób, że tamten nie miał miejsca (rząd samochodów), by uskoczyć, więc skoczył w bok na maskę samochodu przed nami. Usłyszeliśmy huk, i latającą masę (bizony ważą od 500 - 1000 kg) nad autem. Bizon znalazł się po drugiej stronie rzędu aut i pobiegł dalej, ale zahaczył porządnie o maskę samochodu. Zamknęliśmy okna odruchowo i w ułamkach sekund skuliliśmy się na siedzeniach. Rodzina w aucie przed nami siedziała sparaliżowana (mama wzięła wcześniej małe dziewczynki na pierwsze siedzenie, by lepiej widziały). Nie chcieliśmy jechać już do Lamar Valley, zawróciliśmy, bizony były wciąż bardzo niespokojne, a my - przerażeni możliwością skoku kolejnej włochatej tony na nasze auto.Tu po raz pierwszy uzmysłowiliśmy sobie, że nie jesteśmy w zoo, a wildlife rządzi się swoimi prawami.

Wracając nocą z parku, około 23.00 zupełnie zmęczeni wrażeniami zobaczyliśmy na drodze... całe stado wilków! Młode i stare osobniki, o różnym ubarwieniu, ala' husky i czarny. Zwalniamy i zawracamy... w totalnych ciemnościach widać tylko to, co oświetlają nasze długie światła. Stado idzie ostrożnie, potem schodzi głęboko w las. Niestety nie wyszło ani jedno zdjęcie, bo z emocji pozostawiłam kamerę na największym zoomie :( Ale generalnie jesteśmy w szoku, udało się. W parku spotykaliśmy ludzi, którzy wstawali o 5.00 rano wielokrotnie i nic, a my... i miś, i latający bizon, i wilki... Mieliśmy ogromne szczęście.


(Norris Area)
(Nie jest łatwo spotkać niedźwiedzia, gdyż nie jest ich tak dużo w parku. Każdy osobnik potrzebuje bowiem wielu hektarów odpowiedniego terenu, by wyżyć m.in. z borówek)

(Miś przeprawiający się na drugi brzeg obserwowany przez wielu turystów, którzy pobiegli za nim do lasu. Emocje są tak duże, że ludzie zapominają o podstawowych zasadach bezpieczeństwa. My... nie zachowywaliśmy się lepiej)

(Opary wody nad wapiennymi tarasami w Mammoth Hot Springs)

(Mammoth Hot Springs - kolory to sprawka glonów)

(Mammoth Hot Springs i nieziemskie widoki, miejsce do którego dotarliśmy trochę przez przypadek i resztkami sił. Czasem warto się przemęczyć :))

(Mammoth Hot Springs, czyli wapienne tarasy. 'Mamuty')

(Tu naprawdę było stado wilków, ostał się na zdjęciu jeno GPS, ale proszę poruszyć wyobraźnię!!:))

(Szmaragdowe źródło w Norris Area)

(W stanach wszystko jest wielkie, nawet... sarenki)

4 komentarze:

  1. Cześć, chcemy ze znajomymi wybrać się na zwiedzane USA zachodniego wybrzeża, czy mogę liczyć na jakieś rady od Ciebie razie potrzeby? mail: deesis987@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jasne, jeśli będę mogła pomóc, pisz śmiało : g_gestalt@yahoo.co.uk
    Pozdrawiam Gosia

    OdpowiedzUsuń
  3. 37 year-old Help Desk Operator Valery Klagges, hailing from Madoc enjoys watching movies like "Awakening, The" and Backpacking. Took a trip to The Four Lifts on the Canal du Centre and drives a Ferrari 250 GT California LWB Competizione Spyder. sprawdz

    OdpowiedzUsuń