piątek, 2 października 2009

Intro

Udało nam się zrealizować cały plan! Przejechać ponad 5200 mil, zobaczyć 8 parków narodowych i co najważniejsze zejść na samo dno Wielkiego Kanionu! Jak to się stało opiszę później... Obudziłam w pobliżu rzeki Kolorado w dzień swoich urodzin i wychodziłam z Wielkiej Dziury około 7 godzin. Od zawsze fotografie Arizony i Utah niesamowicie mi się podobały, widoki bezdroży, surrealistycznych krajobrazów jakby z innych planet, ale rzeczywistość przerosła najśmielsze oczekiwania.
Wakacje były intensywne. Wymagały dyscypliny, porannego wstawania, wytrzymałości i tolerancji :) na ciągłe zmiany miejsca do spania (praktycznie każda noc w innym motelu, po pewnym czasie w naturalny rytm dnia weszło rozpakowywanie i pakowanie).
Bardzo pomogły nam w podróży oprócz ludzkich zdolności, urządzenia: GPS i BlackBerry. Mapy też mieliśmy, ale to BARDZO ułatwiło różne decyzje. No i również auto wiozło nas wszędzie bez ani jednej awarii :)
Mieliśmy niesamowite szczęście, opiekę podczas tej podróży, bo nawet pogoda nam sprzyjała, w odpowiednich miejscach gdzie potrzebowaliśmy słońca (np. San Francisco) to było słońce, a gdzie niekoniecznie (wyjście z Wielkiego Kanionu) - były chmury...
Może brzmi to bajecznie, ale naprawdę w tej chwili po powrocie widzę już wszystko w różowych okularach, na fali spełnionych marzeń. Ale postaram się o rzeczowość i konkrety w następnych odcinkach mojej telenoweli.
Pozdrawiam gorąco:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz