piątek, 2 października 2009

Yellowstone NP, Dzień 3 - gejzer zlał nas do suchej nitki

Wstaliśmy o .. 8.00, wow, ale rozpusta (w końcu są wakacje), zjedliśmy szybko śniadanie, zrzuta na paliwo po $20, stacja benzynowa koło Medison Motel i ...  jedziemy w stronę Old Faithful Area.
Ale zanim tam dotarliśmy zatrzymaliśmy się nad rzeką, gdzie odpoczywały, brykały i w ogóle prezentowały się w całej okazałości sarnopodobne zwierzęta. Minęliśmy Firehole Canyon i tam zeszliśmy w dół, w stronę rzeki i wodospadu skacząc po kamieniach i delektując się świeżym porannym i lekko już ogrzanym powietrzem. Wspaniałe widoki, cudowna orzeźwiająca przestrzeń.

Jadąc dalej zahaczyliśmy o Fountain Paint Pot, który jest rozległym terenem pełnym gejzerów. Tak jak we wszystkich tych miejscach, gdzie są czynne gejzery i źródła, udostępnione turystom nad ziemią, lub bezpośrednio nad- zamocowane są drewniane kładki – pomosty, prowadzące szlakami na aktywnym gorącym terenie. Każdy gejzer ma inną nazwę (np. Ear Spring, bo kształt ucha, Grizzly fumarole, Beach Spring itp.). Właśnie tutaj miałam refleksję nad tym czemu w parkach, na szlakach spotyka się tylko ludzi białych, a prawie w ogóle czarnoskórych? Autentycznie, a przecież w Stanach jest ich tak wielu. Wg W., czarnoskórzy mają taką naturę, wakacje wolą spędzać na plaży itp. To biali mają taką naturę, że podróżują, lubią odkrywać, wszędzie wleźć. Podobnie było w górach w Kalifornii, Arizonie i Utah – 99% ludzi na szlakach, wiszących na linach w szkółkach wspinaczkowych, czy jako załoga w pontonach na rzekach, to biali. Bardzo ciekawe, prawda?

Kierując się dalej na północ dojechaliśmy do ogromnego tęczowego Prismatic Spring. To ogromne Oko, niebieskie w środku, pomarańczowo-żółto-zielono-brązowe dookoła wielkości niewielkiego jeziora – coś niezwykłego!! I to wszystko sprawka termofili żyjących dzięki światłu, wysokiej temperaturze i gazom. Po prostu szaleństwo przyrodnicze. Mega czad.

Gejzery trochę zaczęły nas nużyć trzeciego dnia. Są to na pewno cuda przyrody, ale przebywanie dłużej w ich otoczeniu, ze względu na opary i temperaturę było nieprzyjemne. Myślę, że w zimie byłoby tu super, mniej ciepła w ogóle i wrażenia kolorystyczne na śniegu.

W Old Faithful Area punktem 1 jest gejzer Old Faithful (stary wierny), wokół którego wybudowano coś na kształt amfiteratru. Gejzer ten jest najbardziej znany dlatego, że wybucha regularnie i nie zawodzi turystów, którzy przyjeżdżają tu z całego świata. My mieliśmy dużo szczęścia, gdyż w jednym ze sklepów z pamiątkami natknęliśmy się na rangera, który powiadomił ludzi, że Beahivs gejzer prawdopodobnie będzie miał wybuch za kwadrans! Pobiegliśmy w stronę gejzera, którego wybuchy są o wiele bardziej spektakularne i wyższe. Początkowo woda bulgotała tak jak w innych mniejszych gejzerach, potem wystrzeliła na około kilkanaście metrów, potem strumień wzrósł do około 55m! Nagle lekko zawiał wiatr i cała woda zaczęła opadać na turystów. Szybko uciekłam po drewnianej kładce, ale tylko ze względu na aparat. Woda opadająca była już letnia i zmoczyła ludzi kompletnie :) Też chętnie bym skorzystała z prysznica, gdyby nie zdjęcia.
A tak poza tym to okolica Old Faithful jest mega komercyjna – hotele, sklepy, restauracja.

Z okolicy Biscuit Basin zdecydowaliśmy się na pójście szlakiem Waterfall Biscuit Basin w stronę Mistiq Falls – pięknego wodospadu. Tam wchodzimy na pobliskie skały oglądając wodospad z góry, potem schodzimy w dół i moczymy się w wodospadzie. Niesamowite. W. parzy sobie stopę, gdyż jeden z dopływów rzeki, mały strumyczek jest gorący – bardzo gorący!! Robimy mnóstwo fotek z samowyzwalacza, i bierzemy gorący kamień ze źródła, który parzy i strasznie trudno jest go zabrać! Gdy wspięliśmy się z powrotem na szlak (zejście do wodospadu nie było na szlakiem, jakaś pani powiedziała ‘You are brave!’. HA!

Powoli odjeżdżamy z Yellowstone. Ostatnie gejzery. Great Fountain Geyser. Żegnamy Yellowstone. Zróżnicowany, ogromny park, w którym każdy znalazł coś dla siebie. No i wracamy jeszcze do motelu po kocyk z ... Air France :) tak Paweł - W. też taki kocyk ma :)





















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz