Z racji niedzieli część nas zahaczyła o kościół Our Lady of the Mountain (GPS wszystko znajdzie :). Potem szybko ruszyliśmy w stronę pierwszego parku narodowego, który był w planie naszej podróży.
Grand Teton National Park jest zlokalizowany na odcinku 80 km pomiędzy Jackson aYellowstone NP, opisywany jako mniejszy, rzadziej uczęszczany, mniej zatłoczony. Ale i też mniej w nim było do zobaczenia. Nazwa Grand Teton, pochodzi jeszcze z lat 30 XIX w. , kiedy tereny te przemierzali kandyjscy traperzy. Samotni mężczyźni widząc na horyzoncie rozległych równin wystające z ziemi sterczące góry, skojarzyli je z... piersiami. Grand Teton to po prostu Wielkie Piersi. Warto jeszcze dodać, że góry te są częścią Gór Skalistych.
Po przyjeździe do Parku skierowaliśmy się do Visitor Centre (i tak już robiliśmy w każdym parku), gdzie można dostać mapy, informacje, wskazówki dotyczące pogody, szlaków, pożarów, zwierząt, historii parku, obejrzeć filmy nt. parku. Czyli poznać park nie wychodząc z budynku.
W Grand Teton był Moose Visitor Centre (i faktycznie tego dnia mieliśmy szansę zobaczyć i sfotografować łosia:)). Potem skierowaliśmy się w stronę przystani, za 5$ przeprawiliśmy się na drugą stronę Jenny Lake, skąd odchodziły szlaki. Stamtąd zrobiliśmy sprawną wspinaczkę do Hidden Falls, potem do Inspiration Point z widokiem na jezioro. Wszędzie towarzyszyły nam chipmunki - urocze wiewióry :) Pogoda była całkowicie inna od tej, którą zastaliśmy dzień wcześniej w Utah mieście mormonów. Co prawda teraz już znajdowaliśmy się w Wyoming i znajdowaliśmy się jeszcze wyżej względem poziomu morza. Było chłodno, dżdżysto, pochmurno. Dla mnie - orzeźwiająco, zdecydowanie wolę taką temperaturę, choć przez większość ludzi uznana by była za brzydką. Ale ja z Pomorza jestem :)
Tam też zetknęliśmy się z pierwszym dzikim zwierzątkiem - samicą jelenia (chociaż wg W. był to łoś... w ogóle W. nazwał też bizona łosiem, więc zastanawialiśmy się czy tak już wrósł w życie nowojorskie, że zapomniał o swoich korzeniach i lekcjach biologii? :)).
Potem wróciliśmy łodzią na drugą stronę jeziora Jenny i pojechaliśmy w stronę Signal Mountain.
Po drodze zobaczyliśmy łosia, cudowną młodą samicę, oszaleliśmy na jej punkcie i zrobiliśmy mnóstwo fotek. Na jednym ze zdjęć dostrzegliśmy dziwnych osobników, i zaplanowaliśmy wysłać je do "Nie do wiary" ;)
Zwiedzanie Grand Teton było bardzo przyjemne z racji temperatury, malowniczych dróg w idealnym stanie. Po parku jeździ się powoli, z uwagi na obecność dzikich zwierząt (obecne są grizzly, baribala, puma, bizon, kojot, wilk, łoś, wapiti, wiewiórka szara, kuna świerkowa). B. i S. zauważyli czarnego niedźwiedzia, który uciekł na pobocze. Właściwie to właśnie możliwość spotkania dzikich zwierząt budzi w parkach najwięcej emocji, obok przecudownych, zapierających dech w piersi widoków. Gdy widzi się samochód stojący na poboczu, w sposób natychmiastowy zwalnia się i patrzy, co widzi ten z lornetką, aparatem... Ludzie wysiadają z aut, w ciszy podchodzą i pytają 'is there something down there'?? I to jest urocze wspólne dzielenie się 'upolowanymi' ocznie zwierzętami, i wspólny grupowy zachwyt.
Wieczorem dojechaliśmy do Jackson Hole zastanawiając się czym żywił się Jackson, pierwszy fotograf Grand Teton :P My zjedliśmy pizzę w Montain High Pizza, S i B - Barbeque Pizza, W i G - pizzę z pesto i kurczakiem. Na wieczór kupiliśmy piwo, żeby trochę odtajać po pierwszych wrażeniach. Zasypiając przed oczami przemykały mi tabliczki - BE BEAR AWARE. Jesteśmy w krainie misia i mamy być tego świadomi. Jak na razie jesteśmy sceptyczni, co do możliwości spotkania z misiem. Do czasu...
Szukujemy się na wizytę w parku - Yellowstone, czytamy materiały, i każdy ma swój cel z którym tu przyjechał i chce zrealizować. W - zobaczyć gejzery i wykąpać się w ciepłych źródłach, S - zobaczyć wilka (szansa duuuuużo mniejsza niż zobaczyć gejzery :) ), cel B. pokrywa się zawsze z celem męża; a ja nie mam celu żadnego - po prostu cieszę się, że tu jestem!!! aha, no i chcę robić dużo dobrych zdjęć :)
Grand Teton National Park jest zlokalizowany na odcinku 80 km pomiędzy Jackson aYellowstone NP, opisywany jako mniejszy, rzadziej uczęszczany, mniej zatłoczony. Ale i też mniej w nim było do zobaczenia. Nazwa Grand Teton, pochodzi jeszcze z lat 30 XIX w. , kiedy tereny te przemierzali kandyjscy traperzy. Samotni mężczyźni widząc na horyzoncie rozległych równin wystające z ziemi sterczące góry, skojarzyli je z... piersiami. Grand Teton to po prostu Wielkie Piersi. Warto jeszcze dodać, że góry te są częścią Gór Skalistych.
Po przyjeździe do Parku skierowaliśmy się do Visitor Centre (i tak już robiliśmy w każdym parku), gdzie można dostać mapy, informacje, wskazówki dotyczące pogody, szlaków, pożarów, zwierząt, historii parku, obejrzeć filmy nt. parku. Czyli poznać park nie wychodząc z budynku.
W Grand Teton był Moose Visitor Centre (i faktycznie tego dnia mieliśmy szansę zobaczyć i sfotografować łosia:)). Potem skierowaliśmy się w stronę przystani, za 5$ przeprawiliśmy się na drugą stronę Jenny Lake, skąd odchodziły szlaki. Stamtąd zrobiliśmy sprawną wspinaczkę do Hidden Falls, potem do Inspiration Point z widokiem na jezioro. Wszędzie towarzyszyły nam chipmunki - urocze wiewióry :) Pogoda była całkowicie inna od tej, którą zastaliśmy dzień wcześniej w Utah mieście mormonów. Co prawda teraz już znajdowaliśmy się w Wyoming i znajdowaliśmy się jeszcze wyżej względem poziomu morza. Było chłodno, dżdżysto, pochmurno. Dla mnie - orzeźwiająco, zdecydowanie wolę taką temperaturę, choć przez większość ludzi uznana by była za brzydką. Ale ja z Pomorza jestem :)
Tam też zetknęliśmy się z pierwszym dzikim zwierzątkiem - samicą jelenia (chociaż wg W. był to łoś... w ogóle W. nazwał też bizona łosiem, więc zastanawialiśmy się czy tak już wrósł w życie nowojorskie, że zapomniał o swoich korzeniach
(Pomiędzy Grand Teton a Yellowston)
(Moose visitor centre - całkiem duży, nowoczesny, miły budynek)
(Scenic route... a w dole droga, tutaj przystanęłam do zdjęcia widoku, jakaś pani zatrzymała swoje auto, podeszła i zapytała... is there something down there?? ah, just a view... ;))
(Młoda samica łosia)
(Turystyczne miasteczko Jackson, baza wypadowa w stronę dwóch parków Grand Teton, Yellowston, a także zimą do Salt Lake City na narty)
(Jenny Lake i 'nasza' łódka przerzucająca nas na drugi brzeg, gdzie czekał samochód)


(Chipmunk - urocze wiewióry są wszędzie, we wszystkich parkach, blisko podchodzą do ludzi i proszą o jedzenie, czego oczywiście nie można robić. Karmienie dzikich zwierząt zabronione pod groźbą mandatu...)
(Nasze pierwsze spotkania z dzikimi zwierzętami nie przyniosły adrenaliny, ale były urocze. Była to dopiero rozgrzewka przed spotkaniami z innym rodzajem zwierząt)
Samica losia nazywa sie klempa:) nie brzmi elegancko,ale coz ma biedna poczac-moze po angielsku jest ladniej?
OdpowiedzUsuń