niedziela, 25 października 2009

Spotkanie z niedźwiedziem w krainie gigantycznych drzew

Futrzana kora Sekwoi

Generał Szerman!!




Jakoś ciężko mi się było zabrać za wpis z kolejnych parków. Może dlatego, że ten ‘środek’ podróży był bardzo upalny, ciężki dla nas, mimo, że byliśmy w Kalifornii, w miejscu gdzie spełniają się marzenia :-)
No dobra, ale do rzeczy... kawa wypita, wolna chwila niedzielnego popołudnia, spróbuję odtworzyć wydarzenia z Sequia & Kings Canyon NPs.

Grand Groove Village Cabins – tu spaliśmy (środek parku).
Wjechaliśmy do Sequoia Park, który jest połączony z Kings Canyon. Sequoia Park słynie z usytuowania na jego terenie Sekwoi, drzew o nazwie Mamutowce Olbrzymie. Drzewa są gigantyczne!! Tabliczki z opisami pokazują, że pień może objąć około 20 osób trzymających się za ręce, a niektóre z drzew mają ponad 2000 lat. Mamutowce nie są pokryte korą, lecz tworem przypominającym sierść :) Może dlatego mamutowce? :)

W parku poruszamy się na krótkich szlakach, a dłuższe odcinki przemierzamy autem. Obydwa parki łączą się w taki sposób, że trudno zauważyć, kiedy znajdujemy się w Kings Canyon a kiedy na terenie Sequoia NP. No przynajmniej mi było trudno. Na lunch zatrzymujemy się na jednym z wielu miejsc specjalnie do tego wyznaczonych, gdzie są szerokie ławy. Rozkładamy się z jedzeniem, przenośną lodówką, otwieramy bidony, konserwy, smarujemy kanapki. Gdy nagle nagle B. patrzy przed siebie (za mną), w ułamkach sekund słyszymy "o matko.... niedźwiedź". Odwracamy się, a w naszą stronę idzie czarny niedźwiedź, około 15 m za moimi i W. plecami.
S. zdołał tylko wykrztusić 's...'!! (co jest brzydkim słowem znaczącym mniej więcej - uciekajmy stąd jak najszybciej) oraz dorzucił 'bierzcie jedzenie', co było niesamowitym wręcz przejawem trzeźwości myślenia w tamtej sytuacji... W parkach panuje całkowity zakaz karmienia dzikich zwierząt pod groźbą mandatu. Zakaz ten jest na tyle rozpowszechniony, że trudno go nie wbić sobie do głowy. Dodatkowo złamanie go powoduje okrutne konsekwencje. Nie tylko w postaci mandatu. Gdy np. niedźwiedź spróbuje ludzkiego jedzenia, szybko się od niego uzależnia. Kojarząc go z ludźmi i znając zapach, zaczyna częściej i co raz natrętniej zaczepiać ludzi. W celu zdobycia pożywienia może być agresywny lub nawet zaatakować. Wówczas takie zwierzę trzeba zastrzelić :( To samo dotyczy wiewiórek (zaczynają odważniej podbiegać do ludzi, skakać, gryźć.

Więc S. wykazał się świetnym refleksem :) A my po prostu wykonaliśmy rozkaz :) i pobiegliśmy do auta w ułamku sekund!! Niedźwiedź nadbiegł tuż za nami, wskoczył na ławę i zaczął zjadać serki, wylizywać konserwę, a zjadł nawet obierki od ogórka. Pozostali turyści widząc co się dzieje spakowali w kilka sekund rzeczy, dzieci i odjechali w popłochu. Słyszeliśmy tylko stukot zatrzaskiwanych drzwi od aut.

My zostaliśmy w aucie, bo szkoda nam było rzeczy pozostawionych, w tym przenośnej lodówki. Miś okazał się młodym osobnikiem, więc wypatrywaliśmy matki, ja robiłam fotki, S. trąbił strasznie i szarpał silnikiem próbując go spłoszyć. W końcu gdy miś zjadł wszystko, co mógł, miś uciekł. Szybko oceniliśmy sytuację, matki nie było w pobliżu, W. wyskoczył po rzeczy i głodni ;) pojechaliśmy dalej, z trzęsącymi się nogami na kolejny szlak.

Gdy szliśmy lasem, ten sam las nie wydawał się nam już taki bezpieczny, skoro misie się pojawiają w takich różnych miejscach, potrafią wyczuć przez metal puszki mięso w
konserwie. Postanowiliśmy w centrum informacji turystycznej powiadomić rangerów o całej sytuacji. Później dowiedzieliśmy się, że sytuacja miała miejsce z innymi turystami, strażnicy parku wiedzą o tym osobniku, ale na razie nie był on niebezpieczny, więc jest pod obserwacją. Jak tylko zacznie przejawiać agresywne zachowania to... :(

Droga do Fresno, gdzie tego dnia spaliśmy, była wybitnie zakręcona. Jechaliśmy bardzo powoli, czasami ok. 5 mil/ h. Zakręty były po prostu masakryczne. Mieliśmy automatyczną skrzynię biegów, więc chłopcy hamowali pulsacyjnie, żeby nic się nie uszkodziło. Kolację zjedliśmy w Boston Market - bardzo dobre jedzenie zarekomendowane przez W., który kiedyś w sieci tej pracował :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz